0
Twój koszyk

Ryzyko jest nieuniknione. Ostatni, krytyczny test Artemis II odbędzie się dzisiejszej nocy

Ryzyko jest nieuniknione. Ostatni, krytyczny test Artemis II odbędzie się dzisiejszej nocy

Oczy wszystkich miłośników kosmosu i technologii kosmicznych zwrócone są dzisiaj na kapsułę Orion, a konkretnie na jej osłonę termiczną. Czy powłoka ablacyjna Avcoat – kompozyt włókien krzemionkowych opracowany pierwotnie dla modułu dowodzenia programu Apollo – zabezpieczy odpowiednio czworo śmiałków wracających z podróży wokół Księżyca?

13 minut piekła

Powrót z głębokiej przestrzeni kosmicznej to ogromne wyzwanie. Najtrudniejszy etap to 13-minutowe wejście w atmosferę z prędkością około 38 600 km/godz., podczas którego kapsuła nagrzewa się do około 2760°C. Statek kosmiczny musi też wejść w atmosferę pod odpowiednim kątem. Zbyt duży kąt może doprowadzić do odbicia się statku od atmosfery, zbyt mały – do spalenia się w atmosferze. Manewr musi być wykonany perfekcyjnie. Wszystkie przedmioty na pokładzie statku muszą być zabezpieczone, a sami astronauci muszą być ubrani w lekkie kombinezony ciśnieniowe, które chronią ich w razie utraty szczelności kabiny.

Sam proces lądowania rozpoczyna się od oddzielenia kapsuły załogowej od modułu serwisowego i ustawienia jej we właściwej orientacji do wejścia w atmosferę. W trakcie tego etapu załoga doświadcza silnych przeciążeń i chwilowej utraty łączności z Ziemią. Gdy prędkość odpowiednio spadnie, otwierają się kolejno spadochrony stabilizujące i główne, które wyhamowują kapsułę przed wodowaniem. Tuż przed kontaktem z oceanem systemy automatyczne ustawiają kapsułę we właściwej pozycji. Po lądowaniu astronauci przeprowadzają szybkie sprawdzenie systemów i czekają na ekipę ratunkową.

Harmonogram powrotu

Oddzielenie modułu serwisowego Oriona zaplanowane jest na godz. 1:33 CEST. Najtrudniejszy moment rozpocznie się 20 minut później. Wówczas też zapadnie 6-minutowa cisza radiowa. O 2:03, gdy kapsuła będzie na wysokości 6,7 km, powinny rozłożyć się spadochrony stabilizujące. Minutę później, na wysokości 1,8 km – spadochrony główne. Trzy minuty później kapsuła wraz z astronautami powinna wylądować w wodach Oceanu Spokojnego, u wybrzeży Kalifornii.

Chociaż wszystko wydaje się idealnie zaplanowane, a nad realizacją lądowania pracują najlepsi eksperci w branży, pozostaje jedna wywołująca obawy kwestia. Jest nią powłoka ablacyjna Oriona.

Osłona termiczna Oriona

Wróćmy na chwilę do 11 grudnia 2022 roku, gdy kapsuła Orion po wykonaniu testowego lotu bezzałogowego po raz pierwszy wodowała w Oceanie Spokojnym, kończąc tym samym misję Artemis I. Po odzyskaniu kapsuły inżynierowie zauważyli coś niepokojącego. Osłona termiczna nie topiła się tak, jak przewidywano.

Osłona Avocat pokrywa dolną część kapsuły i jest zbudowana z bloków. Podczas wejścia w atmosferę powierzchnia powłoki czernieje i stopniowo się zwęgla, chroniąc statek i załogę. Eksperci NASA dostrzegli, że w osłonie brakowało niektórych elementów, pojawiły się również pęknięcia. Jak wyjaśnił w grudniu 2024 roku Amit Kshatriya z NASA, przypalenie osłony jest „normalnym zjawiskiem”, ale nie jest normalne, by duże kawałki materiału odpadały.

– Nie miałoby to wpływu na bezpieczeństwo załogi, gdyby byli na pokładzie – zapewniał wówczas Kshatriya. Jak podkreślił, czujniki nie wykazały nieprawidłowego nagrzewania.

Ekstremalny test

Istnieje jednak rozbieżność między rzeczywistym działaniem osłony a oczekiwaniami NASA. Agencja przeprowadziła wielomiesięczne dochodzenie. Odtwarzano na Ziemi ekstremalne warunki, z jakimi musi poradzić sobie Orion. Badania prowadzono m.in. w Ames Arc Jet Complex i laboratoriach Wright-Patterson. Przeprowadzono też testy w tunelach aerodynamicznych i analizowano fragmenty odzyskanej osłony.

W grudniu 2024 roku ogłoszono przyczynę: osłona była niewystarczająco porowata. Gazy uwięzione w jej warstwie rozkładu powodowały wzrost ciśnienia, co prowadziło do pęknięć i odpadania zwęglonego materiału. Bardziej porowate fragmenty nie wykazywały tego problemu. Duży wpływ miał także profil wejścia w atmosferę – tzw. „skip entry”. Polega on na częściowym odbiciu się statku od atmosfery, co pozwala wytracić prędkość i zwiększyć precyzję lądowania. W Artemis I manewr zadziałał znakomicie – Orion wylądował z dużą dokładnością.

Artemis II również wykorzysta „skip entry”, ale w łagodniejszej formie („lofted entry”), co zmniejszy obciążenie cieplne. Dzięki temu Orion nie powinien doświadczać tak ekstremalnych temperatur jak wcześniej. O tym, czy wszystko się uda, przekonamy się już tej nocy.

Nasza autorka

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka

Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisze przede wszystkim o eksploracji kosmosu, astronomii i historii. Związana z Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz magazynami portali Gazeta.pl i Wp.pl. Ambasadorka Śląskiego Festiwalu Nauki. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.
216930992-421694315635288-4682044810723080196-n-4229773

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *